180315



Najważniejsze jest niewidzialne dla oczu

Aparat fotograficzny jest pośrednikiem. Pośrednikiem otoczenia i zmysłów. Fotografować nie znaczy wyzwalać migawkę. To byłoby zbyt proste, zbyt banalne. Fotografować znaczy używać zmysłów, zgodnie z naszymi wspomnieniami, uczuciami, wspomnianą wrażliwością, tak, by to co chcemy przekazać, było tym, co czujemy.  Zmysły. Dotyk. Zapach.
Byłoby szczęściem móc uszy i inne zmysły zamykać jak oczy.
Trzeba się oddać temu procesowi. Nie trochę. Zupełnie.
Dobre zdjęcia powstają w sercu. Trzeba je poczuć. Usłyszeć.Bo patrzeć nie znaczy widzieć ktoś mówił.
…dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidzialne dla oczu.
Jeśli zdjęcie jest rezultatem pracy zmysłów, czym jest zdjęcie bez ich udziału ? Jak smaczne danie potrzebuje przypraw, tak fotografia potrzebuje wrażliwości i serca. W innym przypadku mamy zupkę w proszku, tanie wino, Disco Polo.

Czym innym jest widzieć, czym innym patrzeć. Nie każde wino jest dobre, tak, jak nie każda fotografia jest dobra. To wszystko jest wypadkową, sumą zdarzeń, agregacją zmysłów. Ma smakować.

Trzeba zamknąć oczy. Stłumić oddech. Pozwolić wrażliwości działać, by to ona dostrzegła to, co niewidzialne. By to poczuć, powąchać, niekoniecznie rozumieć. Wyłączyć automatyzm. Zatrzymać się. Nie można fotografować w biegu, zajmując się dzieckiem, psem i upadającym rowerem jednocześnie. Zagryzając knyszą z serem, jak dobra ona by nie była. Zmysły muszą pracować jednotorowo, być ukierowane w konkretny cel by służyć swojemu Panu.

Dlaczego robimy zdjęcia ? Dlaczego robimy „wtedy” zdjęcie ? Nasi słudzy czuwają, obserwują i są gotowi. Wystarczy detal, by uruchomić cały proces. Budzimy umysł, który szukając szufladki w której upchane zostały wspomnienia z dzieciństwa, przywołuje zdarzenia z naszego życia, które wpłynęły na dzisiejszy proces myślowy, proces postrzegania, widzenia, wie, że ten moment, zgodny z naszą wrażliwością, jest tym momentem. Wypadkową zdarzeń.

Trzeba dać zmysłom pracować, nie zakłócać ich postrzegania. Nie można robić dobrych zdjęć, gdy robimy je nic nie czując.

11/52/2015


Te chwile

Zwyczajowo drukujemy odbitki na papierze fotograficznym. To jak z książką. Jest drukowana i elektroniczna. Papier pachnie, żółknie, załamuje się, czuć go. Jest delikatny i może się z wiekiem ukruszyć. Bo biblioteka pachnie, podobnie jak góralski dom. Bo nie ma co się oszukiwać i twierdzić przewrotnie, iż prezentacja zdjęcia jest lepsza na portalu społecznościowym. Nie jest. Nigdy nie była.

Przytłoczeni ilością zdjęć, która produkowana jest przez nasze cyfrowe oko, tagujemy, katalogujemy i zostawiamy. Kiedyś się wydrukuje. Może. Ale prezentujemy to zdjęcie w internecie, na blogu, na Fecebooku, na forum, dzielimy się nim, więc tym samym jesteśmy emocjonalnie z nim związani, podoba nam się ono. Oko, wizjer, dźwięk migawki. I serwis społecznościowy.

Kiedyś droga była dłuższa – była ciemnia, odbitka, chemia i magia. Przyjemność zapamiętywania i przechowywania. Nawet taki drobiazg jak układanie zdjęć w albumie, opisywanie ich na rewersie – data, miejsce, kto ! „Kołobrzeg 1997. Ciocia Danuta z Frankiem”.
Czym są zdjęcia jak nie wspomnieniami ? Agatha Christie pisała
Co decyduje o wyborze wspomnień? Życie przypomina siedzenie w kinie. Pstryk! I oto ja: dziecko pałaszujące ptysie (…). Pstryk! Minęły dwa lata i siedzę na kolanach u babci (…). To jedynie chwilki – a między nimi długie puste przestrzenie miesięcy czy nawet lat. Gdzie się wtedy było? Przywodzi to na myśl jedno z pytań Peer Gynta: Gdzie byłem, ja, prawdziwy, cały?
Chwilki … Piękne słowo. Jakże precyzyjne ale jednocześnie pobudzające wyobraźnie. Chwilka. Mój tato. Moja mama. Mój ogród. Pokój. Moje biurko. Babcia. Czerwona polewaczka cioci. Chwilki.

Te chwilki, które mają tak wielką wartość sentymentalną, kreują nasz światopogląd i naszą wrażliwość. Zachowujemy je w starannie dobranych kartach albumów fotograficznych. Z lat dzieciństwa mam wiele zdjęć, które prócz sepiowej barwy mają jedną cechę, która budzi we mnie specyficzne poczucie innej estetyki. Mały format.

Dlaczego zdjęcia, drukowane kilkadziesiąt lat temu mają inny odbiór niż drukowane dziś ? Przez swoją techniczną niedoskonałość ?

Otrzymałem wczoraj paczuszkę z wydrukowanymi zdjęciami. Nie na papierze fotograficznym, nie w dużym formacie. Na satynowym, siedmio i pół centymetrowym kwadracie. Małe. Wprawdzie brakuje mi przejrzystości odbitki, ale poczułem chwilkę. Przypomniałem sobie czerwoną polewaczkę.
Dla tej chwilki.

Pozwoliłem sobie na ten tekst,  ponieważ dzięki ekipie do-kwadratu udało mi się przywrócić moc, jaka drzemie w wywoływaniu zdjęć. Wprawdzie nie są typowym labem, niemniej potrafią zrobić coś inaczej. I dobrze.
Gdybyście szukali zdjęć w kwadracie, magnesów, ramek, kalendarzy – http://do-kwadratu.pl/