WRATISLAVIA


18 paźdzernik 2015 roku.

Nerwowo od rana, szukanie butów, koszulki, czy będzie ciepło w połodnie, czy będzie padać. A może zaświeci ? W tym samym czasie łzy po stracie królika. Nerwy turbodoładowane.  Z jednej strony ekscytacja turniejem piłkarskim, pierwszym formalnym meczem, pierwszym występem, w którym główną rolę gra konfrontacja a z drugiej strony potężny płacz. Kocioł emocjonalny.

Potężna, świetna impreza. Na przyszłość pamiętać - termos z herbatą dla młodego adepta i drugi termos z gorącą herbatą dla rodzica. Dumnego, a jakże !

4 mecze, chyba po 15 minut. 2 wygrane, 2 przegrane. Mnóstwo walki, smutku, radości, euforii i poczucia totalnego upadku. Inaczej wygrywać czteryzero, a inaczej przegrać 9dojednego. Wyciągamy wnioski, walczymy i idziemy dalej. Padłeś ? Powstań !

Chłopaki. Dali z siebie wszystko, płuca, kostki, katar. Dali nawet słodycze, bo ktoś przyniósł foliówkę z cuksami.

Świetnie na to się patrzy, na tą wolę, próbę udowodnienia że się chce, że wszyscy razem biegną do piłki, ale biegną. Walczą. Nie stoją. Piłek nie ma straconych.

Były krzyki, różne. Radości, frustracji, były krzyki trenera. Były taktyki, wskazówki, pochwały i nie. Ogólnie mobilizacja nie ginie.

Wrocław Wratilstaviiiiaaaaa !