Lanckorona - część I


Od początku roku wiedziałem, gdzie pojadę na wakację. Wiedziałem już o Lanckoronie. Pozostawał problem do kogo. Miało być artystycznie, spokojnie, cicho, sielsko,  przyjemnie, z pięknym widokiem, z czystym powietrzem, z mgłą na szczytach, z regionalnym jedzeniem i bez Lidlów czy Biedronek. 

Zatrzaskując drzwi od auta odnosłem wrażenie, że zabijam ciszę. Z każdym zamknięciem robiłem to ciszej i delikatniej. By nie zaburzyć absolutu. To była krzywda dla otoczenia. Krzywda dla Lanckorony, dla pejzażu. Cisza była dominantem. Z bluszczem, ogrodem, starą cegłą.

Godzina 9 rano. Otwieramy drzwi tarasowe. Na widnokręgu, na naszym horyzoncie marzeń, przestrzeń absolutna. Gdzie okiem sięgnać - światła i cienie układające się na zboczach gór i szczyty. Te lekko ukryte w mlecznych chmurach. Wszechobecna cisza. Słychać ją było wszędzie - w ogrodzie, na tarasie, na naszym balkonie. Cisza była tą ciemną materią naszego pobytu. Cisza tworzyła krajobraz. Szczyty, mgła i cisza.

Andrzej Stasiuk pisze, iż "W środku było jak w naszym hotelu : ascetycznie, staro i czysto. Tak, to przypominało dzieciństwo, ponieważ ubóstwo uruchamiało wyobraźnię. Drewno, cerata, biały fajans, porowate aluminium. Wszystkiego było mało, dlatego tak łatwo uciekało się w marzenia. " To wprawdzie nie opis mojego miejsca pobytu, ale tak. Wracały wspomnienia.Stare szafy, stoliki, krzesła. Wysoki połysk, kwiaty i skrzynie drewniane z kwiatami. Łuszcząca się  farba, popielniczka i obrazki. Zdjęcia, stary termometr, obrazy przedstawiające mieszkańców.

Było poetycko. Jakby świat to miejsce ominął, jakby pośpiech zapomniał.

Nie da się, mimo chęci, ukazać piękna tego miejsca w jednym poście na blogu. Próba jest i byłaby skandalem, samobójstwem dla śmiałka. Ja też się nie podejmę, będę skąpo przedstawiać zapis mojego kilkudniowego pobytu. Nie zdążyłem sfotografować niczego, bo to co sfotografowałem, jest ziarnem piasku na wielkiej pustynii tego piękna. Więc wybaczcie. Nie umiem tego opisać, nie umiem też tego skończenie pokazać.







 

Komentarze

  1. ... w piękne słowa ubrałeś swój zachwyt, a Twoje obrazy pozwalają i nam się zachwycać i chcieć tam się znaleźć...
    ja zapragnęłam posiedzieć z książką w tym bujanym fotelu, w zielonym gąszczu i wśród tej ciszy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzysz o tym samym :) Niestety, ten bujany fotel nie był dostępny. To przywilej właścicielki wyłącznie.

      Jedno wiem, to brama do innego czasu. Coś jak Gwiezdne Wrota, tablica koloru zielonego, z napisem Lanckorona, to gwiezdne wrota. Niby jesteś u siebie, ale jakby w innych czasach, innym otoczeniu. Nie ma pośpiechu, nerwów - jest cisza. Nie przeszkadza nawet dźwięk podkaszarki, nie przeszkadza dźwięk samochodu. Są czymś dziwnym. Jakby były tylko po to, by potęgować, podkręślać, podkręcać smak, dźwięk ciszy. Taki paradoks :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty